Historia z RP - Posterunkowy Jacob Green - Rozdział 1 cz.8

Jackhaimer siedział w obleczonym czernią pokoju, którego jedynym źródłem światła było sześć monitorów, na których widać było małe, pomarańczowe postacie przemieszczające się z w różne strony. Jego oczy ozdobione były sporymi workami, a same były przesiąknięte czerwonymi żyłkami, pulsującymi wraz z biciem serca, częściowo podtrzymywanego przez czystą kofeinę, spożytą przy użyciu niezliczonej liczby kawy. Trzęsące się ręce znacząco utrudniały używanie myszki, ale mimo tego Jackhaimer spokojnie sprawdzał każdy detal na monitorach.
- „Nie potrzeba nam więcej burdelu, już i tak mamy go za dużo” – Pomyślał.
Jako policjant musiał mieć oko na całe więzienie. Przeważnie robi to cały zespół, ale z powodu nieprzewidzianych wydarzeń, tylko Jack wraz świeżo zatrudnionymi strażnikami byli w tej placówce, pełnej kryminalistów, gwałcicieli i morderców. Jednak jedna z postaci znacząco się wyróżniała z tłumu. Miała dosyć małą posturę, ciepły uśmiech i ciało pokryte ranami zadanymi przez współwięźniów. Nazywał się Tom Hurr, był biednym 32-letnim wdowcem z dwójką dzieci. Miał wyrok kilkunastu lat, raz próbował ukraść dla syna trochę jedzenia z pobliskiego sklepu, jednak sprzedawca stanął mu na drodze. Tom nie zdążył wyhamować, wpadł na niego, a ten uderzył o kant stołu. Zmarł na miejscu. Jego rodzina miała wtyki w sądzie, przez co Tom dostał tak ciężki wyrok. Ale, mówił, że sam wyrok nie jest tu karą. Powiedział, że najgorsze jest to, że nie będzie przy swoich dzieciach, kiedy będą dorastały. Nie mają żadnych krewnych, dlatego dzieci zostały rozdzielone w różnych sierocińcach. Nie widziały się z ojcem od ponad roku.
- „Społeczeństwo odwróciło się od niego, bo nie do niego nie pasował, spowalniał je. Kiedy tylko nadarzyła się okazja, pozbyło się go na dobre. Wykorzystali system, który miał chronić niewinnych i potrzebujących, aby się go pozbyć… Szkoda człowieka” – Westchnął Jackhaimer. – „Ehhh, zawsze kończy się takimi przemyśleniami, jak przesadzasz z kawą Jack, weź się w gar-…”
Jego rozmyślania przerwało szybkie otwarcie drzwi do jego gabinetu. Ciemność została rozwiana przez snopy światła, a wraz z nimi, do pokoju wkroczyła trójka nowych rekrutów, schowanych we własnych cieniach. Słabe światło monitorów pozwalało zobaczyć ich pełne skupienia oczy.
- Czego? – Zapytał się krótko Jackhaimer.
- Sir, sierżant Alexy chce się z panem widzieć, powiedział, że musi pan wykonać pewne zadanie. – Odpowiedział na baczność najwyższy z rekrutów. Miał prawie dwa metry wzrostu, krzaczaste brwi i zauważalną bliznę na czole.
- Co? O nie, ni hu hu synku, jeżeli ja tego nie usłyszę od sierżanta, moja dupa się stąd nie ruszy – Powiedział wpatrując się w resztkę kawy w swoim kubku.
- Ale sir, sierżant rozka-
- Słuchaj, nie wiem czy zauważyłeś , ale ja tu jestem najwyższy stopniem – Policjant przerwał rekrutowi. Wstał z krzesła i kontynuował. – A tak w ogóle co wy tu robicie? Zostaliście przydzieleni do innych zadań.
- Sir, z całym szacunkiem, ale musi pan z nami iść, sierżant Alexy czeka na pana na komisariacie.
- Dobra, skończ pierdolić, bo to już się robi żenujące. – Odpowiedział zirytowany Jackhaimer.
- Sir, nie rozumiem o co panu chodzi…
- Słuchaj młody, nie wiem, co ty w tu sobie pogrywasz, ale wiem, że łżesz. – Jackhaimer postawił krok do przodu. Teraz od twarzy wyższego rekruta dzieliły go centymetry. W jego oczach było coś niepokojącego. – Sierżnat Alexy obecnie prowadzi śledztwo, dlatego jego na pewno nie ma na komisariacie. Zapytam się jeden i ostatni raz: Co ty wyrabiasz?
Rekrut zaczął się pocić, rzucając wzrokiem to w prawo to w lewo. Oddal się jak najbardziej mógł od przenikliwego wzroku posterunkowego. Nagle postawił jeden kroku do przodu. Jackhaimer odruchowo cofnął się łapiąc się biurka i przez przypadek wylewając kawę. Twarz rekruta się zmieniła. Teraz widniał na niej tylko arogancki uśmiech.
- Masz rację, mi w sumie też nie chce się już tego ciągnąć. – Powiedział bardzo powoli rekrut, z każdym słowem przybliżając się do policjanta, aż ten plecami opierał się o ścianę. Nagle rekrut złapał Jackhaimer za głowę i z niewyobrażalną łatwością cisną nią o przeciwległe biurko. Posterunkowy przeleciał przez pokój, niczym szmaciana lalka rzucona przez kilkuletnią dziewczynkę, aby trafić na kant stołu. Kiedy próbował wstać, znikąd rekrut olbrzym znowu się pojawił, złapał go i jedną ręką oddał potężny cios w brzuch, po czym przycisnął policjanta do ściany.
- Co jest kurwa, co ty wyrabia-…
- Muszę przyznać Jack. – Przerwał mu rekrut. – Że z tych wszystkich buców ty byłeś najmniej wkurwiający.
Głowa Jacka jeszcze kilka razy szybko spotkała się ze ścianą, po czym sam Jack pofrunął jeszcze raz przez pokój, aby tym razem trafić na drzwi. Pozostałą dwójka szybko obezwładniła wpół-przytomnego Jacka i przecisnęła do ziemi.
- Uwaga więźniowie – Zaczął mówić napastnik do mikrofonu. – Za chwilę przyjdą po was moi podkomendni. Każdy ma za dwie minuty być w swojej celi. Macie słuchać się ich poleceń. Jakakolwiek niesubordynacja będzie karana natychmiastową egzekucją. Koniec komunikatu.
Ostatnią rzeczą, jaką zobaczył Jackhaimer, była pałka policyjna opadająca wprost w jego stronę.
----------------------
Niska temperatura szczególnie mocno dała o sobie Jacobowi. Jego gruba kurtka nie była prawdziwą ochroną przed przeszywającym zimnem panującym przed domem FM-a. Ośnieżony dach i trawnik idealnie maskowały dom na tej wielkiej równinie, jedynie słabe światło wydobywające się z jednego z pokoi pozwoliło policjantom znaleźć cel swojej podróży. San dom wyglądał bardzo zwyczajnie, jednopiętrowy, około pięćdziesięciu metrów kwadratowych, z spiczastym dachem i szarymi ścianami. Jego wygląd kontrastował z charakterem jego właściciela.
Jacob zabrał z samochodu wszystko co najpotrzebniejsze, po czym powolnym krokiem ruszył do drzwi wejściowych, przy których stał już Alexy.
- Nie powiedziałbym, że to jest dom mafiozy. – Powiedział towarzysz Jacoba. – Nie pasuje do jego wcześniejszych kryjówek.
- Pamiętaj co powiedział Mikke, „Najciemniej pod latarnią”.
- Racja. – Odrzekł Alexy, po czym energicznie zapukał w drzwi.
Po kilku sekundach czekania, policjant spróbował ponownie, tym razem szybciej i mocniej.
- Hmmm, nie odpowiada. – Mruknął pod nosem Alexy.
- Ale światło w domu się pali. To znaczy, że albo ma za dużo pieniędzy, albo że ktoś w nim jest. – Zaznaczył Jacob.
- Oba scenariusze do niego pasują, ale mówiąc szczerze, nie wiem który jest gorszy. – Kontynuował sierżant. – No to wywarzamy.
- A sprawdziłeś, czy drzwi nie są otwarte?
- Naprawdę sądzisz, że kryminalista byłby na tyle głupi, aby nie zamknąć drzwi do swojej kryjówki.? – Zapytał się ironicznie Alexy.
- Masz rację, ale… – Przerwał Jacob, po czym delikatnie nacisnął klamkę w drzwiach. Zawiasy cicho zatrzeszczały, a ich oczom ukazało się ciemno przedpokoju. - … warto mimo wszystko sprawdzić.
- Szczęściarz…
- Nie, po prostu używam głowy.
- Tak jak wtedy pod 21?
- Ej, to było tylko jeden raz i to kiedy zaczynałem robotę!
- No jasne, jasne.
Po tej krótkiej wymianie zdań, dwójka policjantów postawiła pierwsze kroki w domu. Pod ciężarem ich grubych butów, drewniana podłoga zatrzeszczała, a dźwięk rozbił się echem po wszystkich ścianach. Dom był definitywnie w trakcie remontu, puszki farby, pędzle, wałki i szpachelki były wszędzie porozwalane, a pojedyncze meble były owinięte w folii ochronnej. Puste butelki po rozpuszczalnikach były niepokojąco blisko puszek po piwie, a kurz i wszechobecny bród nie dawały o sobie zapomnieć.
- Ale ty syf… - Powiedział Jacob.
- Nie przesadzaj, nie jest aż tak źle. – Odpowiedział Alexy.
- … Tam leży zdechły szczur….
- Może tylko śpi?
- Wolę nie wiedzieć. Zobacz – wskazał na pewne drzwi. – Wydaje mi się, że z pokoju obok tego dochodziło światło.
- Sprawdźmy to. – Odpowiedział Alexy lekko szturchając uchylone drzwi, po czym wszedł do kolejnego pokoju przypominającego powoli pokój dzienny.
Dwójka policjantów powoli przemierzała izbę, jednocześnie dokładnie obserwując otoczenie. Starali się wyłapać nawet najmniejszy dźwięk, ale jedyne co słyszeli to wiatr za oknem. Kiedy już stanęli przed kolejnymi drzwiami, zauważyli, że ze szpary pomiędzy podłogą a drzwiami wydobywało się słabe światło. Policjanci wyjęli swoje pistolety, a Jacob delikatnie złapał za klamkę i popchnął drzwi. Ich oczom ukazał się śpiący mężczyzna z tabletem na kolanach, ubranych jedynie w szlafrok i parę kapci, obok które stała słabo świecąca lampa. Był widocznie zaniedbany, nieogolona szczecina i tłuste włosy nadawały mu wygląd menela, a worki pod oczami jedynie dopełniały wygląd tej biednej istoty.
- Czy to jest FM? – Zapytał się ze zdziwieniem Jacob.
- Nawet w więzieniu tak źle nie wyglądał, mocno się zmienił. – Odpowiedział Alexy, cały czas wpatrując się w twarz lokatora. – Trzeba go obudzić.
- Zostaw to mnie. – Jacob schował broń i energicznie potrząsnął śpiącym człowiekiem.
Powieki FM powoli się otworzyły, a jego oczy nieprzytomnie popatrzyły się na policjanta. FM na początku był wyraźnie zdezorientowany, ale po kilku chwilach , jego twarz ozdobił uśmiech, a z jego ust wydobyły się słowa:
- Jacob, Alexy, kopę lat! A myślałem, że już spotkamy się w normalnych warunkach. O co jestem oskarżony tym razem? – Zapytał się, jakby rozmawiał z dawnymi znajomymi stojąc w kolejce do kasy.
- FM, czy masz coś wspólnego z ostatnimi atakami terrorystycznymi? – Przeszedł do sedna Alexy.
- Ja? Nie, ale muszę przyznać, że ktokolwiek za nimi stoi ma głowę na karku. Przemyśla każdy swój ruch. – Odpowiedział FM, dając wrażenie naprawdę zainponowanego wyczynami zamachowcy. – Chociaż poprawiłbym to i owo.
- A wiesz może kto za nimi stoi? – Tym razem zapytał Jacob.
- Na razie niezbyt mnie to obchodzi, ale za niedługo będę musiał się tym zainteresować, jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem.
- A skąd mamy wiedzieć, że mówisz prawdę? Masz jakiś dowód, alibi? I o co chodzi z tym „… myślałem, że spotkamy się w normalnych warunkach…” i „… za niedługo będę musiał się tym zainteresować…”?
- Właśnie w tobie to kocham Jacob! Masz w sobie jakiś szósty zmysł, zadajesz odpowiednie pytania w odpowiednim czasie! – Zawołał FM, jednocześnie sięgając do po pewną teczkę leżącą na biurku.
- Co masz przez to na myśli? – Warknął Alexy.
- Że te pytania są ze sobą powiązane. Moje alibi to „Pardon” od naszego prezydencika. – Powiedział pokazując kawałek papieru, który rzeczywiście miał na sobie podpis wspomnianego. – Zdziwiłem się, że zaakceptowali mi to za pierwszym podejściem. Chciałem użyć łapówki, ale dzięki temu zaoszczędziłem pieniądze na ten remont. Co do drugiego pytania, chodziło mi o to, że zamierzam do was dołączyć chłopaki, „…w normalnych warunkach…”, czyli na komisariacie, a „… za niedługo będę musiał się tym zainteresować…”, ni mniej ni więcej, jak to, że jak już zacznę pracę to będę musiał się nim zająć. Tak długo się z wami nie bawiłem, dlatego postanowiłem do was dołączyć!
-… Że co? – Zapytał z niedowierzaniem Jacob.
- To co słyszysz, ale będzie zabawa. Ej, a jak już tu jesteście, to może podwieziecie mnie na komisariat? Paliwo mi się skończyło.
Jednak policjanci już zaczęli bez słowa wychodzić z pokoju, aby w ciszy dojść do swojego radiowozu. Kiedy oboje już zamknęli za sobą drzwi, również nie powiedzieli ani słowa. Po kilku minutach Jacob złapał się za głowę i powiedział:
- Czyli on też….
- Ta… - Odpowiedział zrezygnowanie Alexy.
- Czyli to był fałszywy…
- Ta…
- Czyli jedyne co nam zostało, to pojechać pod ten adres z…
- Ta… - Powtórzył po raz ostatni i uruchomił silnik radiowozu.
-----------------------------
W wyznaczonym miejscu zgodnie z planem czekał już Paweł Golec. Była to jakąś rzadko używana stacja, stojąca na poboczu, często odwiedzane przez narkomanów, nastolatków, porywaczy i ludzi uciekających od świata. Stary budynek pełen pęknięć budził obrzydzenie już z samego patrzenia się na niego, a każdy człowiek, ceniący swoje życie, trzymał się od tego miejsca z daleka. Odpowiednie miejsce na podejrzane spotkania.
Alexy i Jacob opuścili swój radiowóz, aby zostać przywitani przez uśmiechającego się posterunkowego:
- Alexy, Jacob, nareszcie jesteście! I jak tam z waszą poszlaką?
- Fałszywy trop, to nie jest on. – Odpowiedział krótko Alexy. Jacob wciąż milczał, a jego wzrok był wbity w ziemię, jednak jego kompan po chwili kontynuował – A jak tutaj? Znaleźliście cokolwiek?
- Gdzie tam, nie ma tu żywej duszy. – Powiedział Golec. – Ja dopiero co przyjechałem wraz z trójką rekrutów, więc nie rozejrzeliśmy się dokładnie. Nie sprawdziliśmy jeszcze trzech miejsc, więc może pomożecie nam?
- No dobra. – Zgodził się Alexy.
Jacob tylko pokiwał głową.
- Ale niech każdy z nas weźmie inne miejsce i pójdzie z rekrutem. Niech się nauczą czegoś od starszych kolegów. – Zaznaczył uśmiechnięty Golec.
Paweł przyzwał do siebie młodych mundurowych i podzielił wszystkim zadania, ale Jacoba niezbyt to obchodziło. Jedynie poszedł we wskazanym kierunku, nawet nie patrząc, czy rekrut za nim poszedł. Smętnym krokiem udał się na zaplecze stacji, przedzierając się przez grubą warstwę śniegu.
- „Znowu dałem ciała…” – Pomyślał posterunkowy. = „Znowu ślepka uliczka, a kończy nam się czas… nie wiem co robić Skar…”
Jacob wrócił do rzeczywistości. Stał teraz przed metalowymi drzwiami, okrytymi przez małe drobinki lodu. Po krótkim siłowaniu, posterunkowemu udało się je otworzyć. Był to zwykły składzik, kilka skrzyń, kanistry i masa kartonowych pudeł.
- Dobra młody. – Zaczął zrezygnowanie Jacob. – Sprawdź prawą stronę pokoju, ja zajmę się lewą, powiedz jak coś znajdziesz…
- Tak jest sir! – Odpowiedział mu wysoki głosik.
Jacob wyjął latarkę i włączył ją. Smuga jasnego światła przedzierała się przez zakurzone pomieszczenie. Sprawdzał powoli każdy zakamarek, przesuwając pudła i wchodząc na skrzynię.
Po kilku minutach bezowocnych poszukiwań, Jacob zapytał się:
- Znalazłeś coś młody?
- Nie sir!
Nie zdziwiło to posterunkowego. Nie oczekiwał już żadnych rezultatów. Zatracił się w swoich wspomnieniach i zaczął szukać przeoczonego fragmentu układanki, czegoś, co przybliżyłoby go do odpowiedzi.
- Niech się pan nie prze-przejmuje panie poruczniku! Może i FM był podpuchą, ale tu-utaj już c-coś znajdziemy, gwara-rantuje panu! – Nieśmiało próbował zagadać rekrut.
- Nie o to chodzi…. – Odpowiedział Jacob.
- To o co?
- Nic się tu nie trzyma kupy, wszystko prowadzi w ślepą uliczkę, jakby ktoś dawał mi fałszywą poszlakę i oglądał, jak nieudolnie próbuję coś z tym zrobić…
- Spokojnie panie por-ruczniku, na-na pewno panu się uda! Po-otrzeba tylko spokojnie spojrzeć na sytuacje, a odpowiedź sam-a przyjdzie. Po-o prostu pan nie może tego zrobić w bie-egu, ale w końcu się panu uda! – Optymistycznie odpowiedział rekrut.
- Ta, dzięki mło-… - Przerwał nagle Jacob.
- Sir….? – Zapytał się z zaniepokojeniem w oczach rekrut.
Jacob nic nie odpowiedział. Powoli odwrócił się w stronę towarzysza, z wytrzeszczonymi oczami, wpatrujące się głęboko w jakąś niewidzialną pustkę. Nagle jego wzrok spoczął na oczach rekruta, postawił krok do przodu i powiedział:
- Młody…. a skąd ty wiesz, że byłem u FM-a?

--------------------------
Hejka wszystkim!
Chciałbym zacząć od podziękowań komukolwiek, kto teraz to czyta, chociaż wiem, że w najlepszym wypadku będzie do kilka osób, a w najgorszym piszę to sam do siebie, ale w każdym razie, naprawdę dziękuję. Przepraszam też za zwłokę, bo napisanie tego zajęło mi ponad rok. Jest to moja wina, straciłem motywację i przeceniłem swoje siły na zamiary, kiedy zaczął pisać tą serię opowiadań wziąłem na barki za ciężki temat, a dopiero z moim obecnym doświadczeniem w pisaniu jestem w stanie to jakkolwiek ruszyć. Stworzyłem postacie ze zbyt małym charakterem i zdecydowanie za poważną historię, próbującą nieudolnie przekazać niewłaściwą historię. Krótko: Czy źle, że zacząłem pisać? Nie. Czy źle, że zacząłem pisać akurat tą historię? Tak.
Do tego po drodze doszła awaria komputera i stracenie całego mojego postępu z historii, egzamin i liceum, przez co kompletnie zapomniałem o moim jedynym dziele. Żałuję, że nie dokończyłem tego wtedy, chciałbym mieć już to za sobą. Głównie reaktywowałem tą serię ze względu na siebie, sam odrzuciłem wszystkie projekty, aby skupić się na moim głównym, który wymaga ode mnie wiele czasu i pracy. Ta część miała mnie sprawdzić, chcę dokończyć rozdział 1, który może być historią w samą sobie. Mówiąc szczerze, nie wiem, czy napiszę kiedykolwiek rozdział drugi lub trzeci. Raczej zostawię porucznika Greena w spokoju, bo jego czas przeminął. Mam jeszcze pewien pomysł na serię opowiadań, które będą zdecydowanie się różnić od tych z porucznikiem, ale nie popełnię tego samego błędu. Nie napiszę nic o nich, lub nie wrzucę ich, dopóki nie będę pewny tego, że ją dokończę. Raz już wystarczy.
W każdym razie, dziękuje Ci drogi czytelniku, że poświęciłeś swój cenny czas, aby poznać kolejną część śledztwa porucznika. Mam nadzieję, że warto było czekać na to aż tak długo, chociaż szczerze w to wątpię….
Jeszcze raz, dziękuję wszystkim
Lee Everett
 

Komentarze

Bulboflon

Stary wyjadacz
Lipiec 24, 2017
232
237
148
Somewhere near Kielce
Steam
76561199015272781
Klan
【A&U&G】
Mam nadzieję, że warto było czekać na to aż tak długo, chociaż szczerze w to wątpię….
Pewnie, że warto! Jak najbardziej ;D
Mega mnie wciągneła cała ta historyjka i umieram z ciekawości jakby się zakończyła ;)
Jestem pełen nadziei, że będzie okazja przeczytać więcej Twojej twórczości, powodzenia i samych sukcesów. ;P
Pozdrawiam cieplutko!